Max Verstappen to postać, która już na stałe wpisała się w historię Formuły 1. Trzykrotny mistrz świata, który od początku swojej kariery w królowej sportów motorowych nie tylko zaciekle rywalizował, ale także jawnie wyznaczał własne granice i zasady. Kierowca Red Bulla coraz częściej pytany jest nie tylko o to, co sądzi o wyścigach, ale również o przyszłość po zakończeniu kariery za kierownicą. Czy zobaczymy Verstappena kiedyś w roli szefa teamu Formuły 1? To pytanie pojawiło się ostatnio w paddocku nie bez powodu, i… Max odpowiedział na nie w swoim stylu.
Verstappen wyjaśnia, że choć niemal każdemu kierowcy F1 marzy się pozostanie w świecie wyścigów również po zakończeniu aktywnej kariery, on sam nie widzi siebie w roli szefa zespołu. Dlaczego? Jego odpowiedź jest wyjątkowo szczera. „Wiem, ile stresu i obowiązków niesie ta rola. Obserwuję mojego obecnego szefa, Christiana Hornera – to niesamowita praca, pełna presji i poświęcenia, ale też wymaga bardzo specyficznego zestawu cech. Osobiście cenię sobie równowagę w życiu, a taka odpowiedzialność nie jest czymś, do czego mnie ciągnie,” mówi Max.
Dla Verstappena priorytetem pozostaje ściganie się – tu i teraz, tuż przy granicy właściwości przyczepności, walka o setne sekundy na torze. W roli szefa teamu najwięcej czasu spędza się w biurze, w rozmowach z inżynierami, sponsorami, politykach sportu motorowego. Max przyznaje, że tego aspektu nie chciałby w swoim życiu doświadczać.
Z perspektywy Verstappena można zrozumieć, jak wyjątkowo obciążająca psychicznie jest praca szefa zespołu. Christian Horner, Toto Wolff, czy nawet Frederic Vasseur – wszyscy oni prezentują nie tylko menedżerski poziom mistrzostwa, ale muszą być także mediatorami, strategami i psychologami. To praca 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, a każda decyzja ma bezpośredni wpływ na kilkaset osób. Verstappen łatwo potrafi wczuć się w tę presję, będąc częścią fenomenalnie zgranego zespołu Red Bull Racing.
Nie znaczy to jednak, że Max zamierza całkowicie rozstać się z Formułą 1, gdy zdecyduje się skończyć ze ściganiem na najwyższym poziomie. Holender już teraz ekscytuje się światem symracingu i własną ekipą Team Redline, która zdobywa kolejne sukcesy w wirtualnych wyścigach. Verstappen podkreśla, że pasjonuje się nowymi technologiami i e-sportem, gdzie nie obowiązują aż tak restrykcyjne kalendarze, a zabawa dominuje nad polityką.
Perspektywa Verstappena jest o tyle interesująca, że tradycyjnie kierowcy mają bardzo różne spojrzenie na przyszłość. Fernando Alonso interesuje się prowadzeniem własnego zespołu (patrz sukces Aston Martin), Nico Rosberg po mistrzostwie poszedł w stronę rozwoju różnych inicjatyw biznesowych oraz działań medialnych. Dla Maxa jednak najważniejsze są adrenalina z rywalizacji i wolność osobista.
Warto przypomnieć, że aby prowadzić zespół F1, oprócz nieprzeciętnych umiejętności zarządzania, trzeba mieć również niespożytą energię i umiejętność godzenia interesów sponsorów, inżynierów, FIA czy mediów. Kiedy Verstappen stanie na linii mety swojej wyścigowej kariery, z pewnością czekają go nowe wyzwania, ale mało prawdopodobne, byśmy zobaczyli go w garniturze szefa zespołu F1. Fani mogą jednak spać spokojnie – Max już teraz obiecuje, że bez Formuły 1 jego życie nie obejdzie się na długo!