Zespół Red Bull Racing podjął decyzję o rezygnacji z obrotowego tylnego skrzydła po dwóch wypadkach Maxa Verstappena. Wrócono do wcześniejszego, bardziej standardowego rozwiązania, które ma zapewnić większą pewność prowadzenia bolidu w szybkich zakrętach.
Obrotowe tylne skrzydło, inspirowane rozwiązaniem Ferrari, znane jako „Macarena wing”, było stosowane od Grand Prix Miami i początkowo nie sprawiało problemów. Jednak po incydentach Verstappena w Austrii i Silverstone, które były powiązane z tym elementem, zespół zdecydował się na zmianę. Laurent Mekies, przedstawiciel zespołu, zapowiedział dokładną analizę sytuacji po wypadku w Silverstone.
Na kolejnym wyścigu w Spa Red Bull powrócił do tradycyjnego tylnego skrzydła. Max Verstappen potwierdził, że ta zmiana jest oczywista, a ekipa będzie ponownie testować obrotowe skrzydło, gdy tylko będzie to bezpieczne. Isack Hadjar ocenił, że zmiana ta ma niewielki wpływ na osiągi samochodu i spodziewa się podobnej konkurencyjności jak wcześniej.
Hadjar przyznał również, że wypadki Verstappena mogły się przytrafić każdemu kierowcy, podkreślając rolę szczęścia w takich sytuacjach. Zespół Red Bull ma także inne wyzwania do rozwiązania, między innymi związane z osiągami jednostki napędowej i ustawieniami bolidu. Problemy te wpłynęły na wyniki w Silverstone i na Red Bull Ringu.
Ekipa pracuje także nad poprawą startów, które w sezonie 2026 były wyzwaniem dla kierowców Red Bulla. Po testach w Silverstone zespół jest lepiej przygotowany na wyścig w Spa, choć nadal musi gonić konkurencję, taką jak Ferrari, Williams czy Racing Bulls.
Decyzja o powrocie do standardowego tylnego skrzydła pokazuje, że Red Bull stawia na stabilność i bezpieczeństwo w prowadzeniu bolidu. Zespół będzie kontynuował prace nad różnymi aspektami samochodu, aby poprawić wyniki w kolejnych wyścigach sezonu Formula 1®.
