Po Grand Prix Kanady, gdzie oba samochody McLarena wycofały się z rywalizacji po raz pierwszy od czterech lat, pojawiły się pytania o niezawodność i potencjalne problemy techniczne zespołu z Woking. Jednak przed zbliżającym się wyścigiem w Hiszpanii, szef ekipy Andrea Stella zapewnia kibiców, że podwójny DNF (Did Not Finish) był jedynie niecodziennym zbiegiem okoliczności, a nie oznaką głębszych problemów z bolidem MCL38.
Podczas trudnych, deszczowych warunków na torze w Montrealu, zarówno Lando Norris jak i Oscar Piastri odpadli z walki po kolizjach i awariach. Szczególnie bolesny był fakt, że McLaren prezentował bardzo dobre tempo, a Norris przez długi czas walczył nawet o zwycięstwo. Taki rozwój wydarzeń przypomniał kibicom ostatni dublet wycofań tego zespołu, do którego doszło jeszcze w 2020 roku.
Andrea Stella szybko jednak ucina spekulacje: „To był jednorazowy przypadek. Oczywiście przeanalizowaliśmy szczegółowo przyczyny wycofań, ale nie widzimy żadnych oznak systemowego problemu z niezawodnością – zarówno jeśli chodzi o układ napędowy, jak i inne elementy techniczne samochodu.”
Dla McLarena obecny sezon to czas ogromnego progresu. Ekipa z Woking regularnie puka do drzwi Ferrari i Red Bulla, a duet Norris-Piastri udowodnił, że stać ich na walkę o podium na praktycznie każdej trasie. Stella przyznaje, że tak dobre tempo jeszcze w 2022 czy na początku 2023 roku wydawało się poza zasięgiem: „Teraz jesteśmy w ścisłej czołówce, a każda okazja do walki o zwycięstwo jest na wagę złota – dlatego rozczarowanie z Kanady było ogromne.”
Szef zespołu podkreśla, że podwójny DNF nie wpłynie negatywnie na morale czy podejście McLarena do kolejnych wyzwań: „Wiemy, że Formel 1 to sport ekstremalnie nieprzewidywalny. Oczywiście zamierzamy wyciągać wnioski, ale nasze cele i ambicje pozostają niezmienne – chcemy być gotowi na każde warunki i każdą sytuację na torze.” Zwraca również uwagę, że załoga ciężko pracuje, by minimalizować wszelkie ryzyko, jednak czasem nawet największe zespoły doświadczają dubletu pecha.
Warto zwrócić uwagę, że obie awarie nie miały wspólnej przyczyny – wyeliminowało to obawy o nawracający, ukryty defekt konstrukcji MCL38 czy silników Mercedesa. McLaren do Hiszpanii przywiezie kilka drobnych poprawek aerodynamicznych oraz usprawnienia w strategii zespołowej, zwłaszcza na mokrych nawierzchniach, które okazały się piętą achillesową podczas rywalizacji na Circuit Gilles Villeneuve.
Fani brytyjskiej marki mogą spać spokojnie – Barcelona to tor, gdzie Norris i Piastri doskonale znają każdy zakręt z testów zimowych. Tym razem sztab inżynierów zadba o to, aby zminimalizować ryzyko oraz precyzyjnie skalibrować ustawienia. Jeśli McLaren utrzyma tempo, możemy być świadkami kolejnych emocjonujących pojedynków o podium i cenne punkty, które mogą okazać się kluczowe w końcówce sezonu.
Sezon 2024 nabiera tempa, a McLaren z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Czy po trudnym weekendzie w Kanadzie Norris i Piastri wrócą do gry o najwyższe laury już na Circuit de Barcelona-Catalunya? Już wkrótce przekonają się o tym wszyscy kibice emocji Formuły 1!
