Max Verstappen to bez wątpienia jeden z najbardziej dominujących zawodników współczesnej Formuły 1. Od momentu swojego debiutu w Red Bullu w 2016 roku, Holender pokonał na torze nie tylko rywali z innych zespołów, ale również każdego ze swoich zespołowych partnerów. Dotychczas żaden kolega zespołowy nie był w stanie realnie zagrozić jego pozycji lidera. Prześledźmy, jak na przestrzeni lat prezentowali się poszczególni kierowcy u boku Verstappena.
Holender swoją przygodę z Red Bullem rozpoczął w połowie sezonu 2016, zastępując Danila Kwiata. Już w swoim pierwszym wyścigu w barwach zespołu, na torze w Barcelonie, Verstappen odniósł zwycięstwo. Ta spektakularna forma utrzymała się przez kolejne lata. Daniel Ricciardo, który przez kilka sezonów jeździł wspólnie z Maxem, początkowo był równorzędnym partnerem. Jednak zmiana układu sił na rzecz Holendra była widoczna już pod koniec 2017 roku. Verstappen zdobywał więcej pole positions, notował lepsze wyniki kwalifikacyjne i regularnie przyjeżdżał do mety przed Australijczykiem.
W kolejnych sezonach sytuacja wyglądała coraz bardziej jednoznacznie. Pierre Gasly, którego awansowano do Red Bulla na sezon 2019, szybko przekonał się, jak trudno dorównać Verstappenowi. Po kilku miesiącach słabych wyników został zastąpiony przez Alexandra Albona, lecz również i on nie zdołał przebić się przez barierę dominacji Holendra. Najwięcej mówi statystyka – Max wygrał 99% bezpośrednich pojedynków kwalifikacyjnych z wymienionymi partnerami.
Sytuacji nie zmieniło nawet pojawienie się Sergio Péreza, doświadczonego zawodnika, który w Red Bullu występuje od 2021 roku. Perez, choć początkowo zapowiadał walkę o mistrzostwo, szybko przekonał się, jak trudne jest rywalizowanie z Verstappenem. Nawet na torach, które uznawane były za ulubione przez Meksykanina, Max nie dawał mu większych szans, notując zwycięstwa i zdobywając pole position. W statystykach sezonów 2022 i 2023 przewaga Verstappena na tle Péreza była wręcz przytłaczająca.
Dane pokazują jasno: Verstappen jest nie tylko szybki, ale również niewiarygodnie efektywny podczas całego weekendu wyścigowego. Konsystencja wyników sprawia, że każdy kolejny kierowca próbujący rywalizować z nim w tej samej ekipie, z trudem zdobywa choćby pojedyncze sukcesy. Tym bardziej doceniany powinien być Daniel Ricciardo, który jako jedyny potrafił w pełnych sezonach pokonać Maxa w niektórych statystykach (najczęściej w 2016 roku), jednak już kolejne sezony to praktyczny nokaut ze strony Verstappena.
Ciekawostką tegorocznych testów był udział młodego Isacka Hadjara, prezentującego się obiecująco podczas sesji treningowych. Jednak nawet dla świeżej krwi obok Verstappena presja związana z pokonaniem „lokalne legendy” była ogromna. Pierwsze wyniki pokazują, jak długa droga jeszcze przed nim i innymi, by choć zbliżyć się do aktualnego mistrza świata.
Fani Formuły 1 od lat debatowali, czy Max Verstappen potrzebuje naprawdę silnego partnera, by jeszcze bardziej się rozwinąć. Z jednej strony dominacja Holendra utrwala status Red Bulla jako hegemonicznej drużyny, z drugiej – pobudza marzenia kibiców o emocjonującej rywalizacji pomiędzy dwoma równorzędnymi kierowcami w jednej ekipie. Czy taki scenariusz jest możliwy w przyszłości? Pozostaje nam czekać na rozwój sytuacji – jedno jest pewne: Verstappen swoją postawą zapisał się złotymi zgłoskami w historii Red Bulla i całej Formuły 1.
Podsumowując, przewaga Maxa Verstappena nad wszystkimi dotychczasowymi partnerami zespołowymi jest imponująca i stanowi wyjątkowy przykład dominacji jednego kierowcy. Patrząc na rozwój młodych talentów oraz obecnych kierowców, trudno dziś wyobrazić sobie kogoś, kto na dłuższą metę dorówna Holendrowi w barwach Red Bulla. Emocje i oczekiwania dotyczące przyszłości tylko podgrzewają atmosferę wokół tego wyjątkowego sportowca.