Sezon 2024 w Formule 1 przyniósł dla zespołu Racing Bulls mieszankę wyzwań, sukcesów i niezapomnianych zwrotów akcji. Drużyna, która przeszła metamorfozę po rebrandingu z AlphaTauri, miała wejść na nowy poziom rywalizacji i pokazać, że jest czymś więcej niż tylko „siostrzaną ekipą” Red Bulla. Sezon rozpoczął się od niełatwych decyzji personalnych oraz wysokich oczekiwań wobec duetu kierowców – Yuki Tsunody i Daniela Ricciardo. Czy udało się spełnić te ambicje?
Przedsezonowe testy nie przyniosły spektakularnych rezultatów, a bolid RB01 od początku sprawiał wrażenie maszyny kapryśnej, z tendencją do wpadania w turbulencje przy większych prędkościach i kłopotami z utrzymaniem równego tempa na dłuższych stintach. Jednak zmodernizowane obszary aerodynamiczne i odważne rozwiązania inżynieryjne dawały nadzieję, że postęp przyjdzie w trakcie sezonu.
Największym atutem ekipy byli jednak kierowcy: Yuki Tsunoda coraz pewniej radzący sobie z presją Formuły 1 oraz powracający po trudnych latach Daniel Ricciardo, dla którego sezon miał być szansą na udowodnienie, że wciąż potrafi ścigać się na najwyższym poziomie. Ciekawość budziła rywalizacja wewnątrz zespołu – czy młody Japończyk przeskoczy charyzmatycznego Australijczyka?
Sezon rozpoczął się pod znakiem systematycznego zbierania punktów przez Tsunodę – jego solidna jazda, zwłaszcza w wyścigach rozgrywanych w zmiennych warunkach, przynosiła zespołowi cenne „oczka” do klasyfikacji konstruktorów. Japończyk był nie tylko regularny, ale także coraz bardziej agresywny w pojedynkach koło w koło, co zaowocowało najlepszym w karierze wynikiem punktowym. Jednocześnie eksperci coraz głośniej mówili o jego potencjale na dalsze angaże w stawce.
Daniel Ricciardo zmagał się z większymi trudnościami – długi rozbrat z regularnym ściganiem, oraz nie zawsze odpowiadający mu setup auta spowodowały, że Australijczyk rzadziej miał okazję zdobywać punkty. Jednak jego obecność w padoku i doświadczenie stały się nieocenionym wsparciem dla zespołu, pomagając młodszym członkom ekipy w rozwoju i adaptacji. Ricciardo przypomniał światu swój kunszt podczas wyścigu na ulicach Monte Carlo, gdzie wywalczył imponującą pozycję w pierwszej dziesiątce i udowodnił, że wciąż ma „to coś”.
Zespół Racing Bulls miał również swoje ciemniejsze chwile – kilka nieudanych wyścigów, nieprzewidziane awarie oraz brak stabilności formy w końcówce sezonu sprawiły, że na tle konkurencji RB często balansował na granicy pierwszej dziesiątki. Sztab inżynieryjny nieustannie pracował nad poprawą osiągów i już podczas Grand Prix Austrii dało się zauważyć niewielką, ale jednak wyraźną poprawę, dzięki nowym podzespołom aerodynamicznym.
Podsumowując, Racing Bulls mogą zakończyć sezon 2024 z podniesioną głową. Bilans: wyraźny awans Tsunody w hierarchii młodych wilków, udany powrót Ricciardo oraz stabilny rozwój zespołu, który coraz śmielej pokazuje, że jest gotowy rywalizować z najlepszymi w środku stawki. Pytanie, które stawiają sobie fani i eksperci: czy w przyszłym roku uda się przebić do walki o podium? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – energia, jaka bije od Racing Bulls, pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość i z niecierpliwością oczekiwać kolejnych emocjonujących wyścigów!